Minął już jakiś tydzień od zamieszkania na terenach watahy.Kiedy rozpoczął się wieczór nastała pora na żer.
Wiatr północny dawał znaki ,które ucieszyły by niejednego
drapieżnika.-Wiał w moją stronę ,co dawało przewagę , maskując mój
zapach oraz niosąc woń ofiar w moją stronę.
~~*~~
Polowanie zakończyło się sukcesem oraz ociężałym chodem ,którym zmierzałem w stronę jaskini.
Filozoficzne myśli przerwał spłoszony królik, biegnący w kierunku domu.
Bez najmniejszego namysłu pobiegłem za nim.(Przydałoby się spalić trochę tłuszczu).
Gdy już miałbym go w łapach nie zważając na otoczenie ,nastąpiło by zderzenie z....Człowiekiem?!
Dziewczyna okazała się być białą wilczycą ,która błyskawicznie zrobiła unik,zamieniła się w wilka i stanęła w pozycji obronnej.
Zatrzymałem się tyłem do wadery.
Królik szczęśliwy pognał wzdłuż doliny i skrył się w podszycie leśnym ,mnie natomiast zainteresowała wadera.
Stojąc tyłem ostrożnie obróciłem się.Nabrałem dużo powietrza ,a uśmiech z
pyska znikł w jednej chwili.Wadera uznała to chyba za przeprosiny i
branie na barki winy za ten incydent.
Usiadłem i spuszczając powietrze upadłem jak postrzelony kulą na ziemię ,wystawiając język i dysząc.
Zamiast słowa 'przepraszam' z mych ust padły słowa:
-Lewa tylna łapa jest zbyt wysunięta do tyłu.Będziesz miała problem z wyskokiem w takiej pozycji.
<Susan?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz