Siedziałem na skraju urwiska. Nikt oprócz mnie nie wie o tym miejscu.
Przychodzę tu codziennie, aby oczyścić swój umysł i duszę. Wsłuchałem
się w cichy szelest wiatru. Zacząłem delikatnie nucić wraz z jego
rytmem. Nuciłem coraz głośniej i głośniej. Zacząłem śpiewać starą
celtycką Pieśń Poległych. Śpiewałem głośno i donośnie, jakbym wszystkie
swoje zmartwienia mógł uwolnić wraz z głosem. Nagle z transu wyrwał
mnie dźwięk łamanych gałęzi. Ktoś tu był. Przestałem śpiewać stawiając
uszy i wsłuchując się w odgłosy otoczenia.
- Kto tu jest?! - zapytałam - Wyłaź natychmiast! Wiem że tu jesteś, nie ukryjesz się!
Podszedłem do miejsca z którego usłyszałem tajemnicze odgłosy. Krzaki
przed którymi stanąłem zaczęły się gwałtownie poruszać. Po chwili
wyszła z nich wadera, robiąc głupią minę. Wyglądała jak połączenie
uśmiechu, speszenia i czegoś jeszcze, tylko nie umiałem tego określić.
Było coś uroczego w tym wilku jednak byłem zbyt zdenerwowany żeby się
nad tym głębiej zastanawiać.
- Kim jesteś i czemu mnie podsłuchujesz?
- Nazywam się Mary i należę do Watahy Like Nobody's Around. Nie podsłuchiwałam cię.
- Tak? To czemu siedziałeś w krzakach tuż za mną?
- Byłam w pobliskim lesie i usłyszałam śpiew. Postanowiłam to sprawdzić Do jakiej
watahy należysz?
- Nazywam się Rin. Też tu należę - odparłem
- Nigdy w cześniej cię tu nie widziałam. Jakie masz stanowisko? - odpowiedziała z lekkim uśmiechem na pysku.
- Jestem nauczycielem polowań a ty? - odparłem z równie szczerym uśmiechem co wadera
<Mary? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz