Księżyc przebijał się przez chmury, z trudem oświetlając ściółkę leśną.
Otaczał mnie dziki bór. Spod co drugiego krzewu wypadały przerażone moją
obecnością zające, które zatrzymywały się ledwo kilka metrów ode mnie.
Irytowało mnie to tak bardzo, że jednemu z nich zatopiłam zęby w karku,
jednak nie pożarłam go, a zostawiłam w miejscu zgonu.
Już trzeci dzień mojej wędrówki. Westchnęłam ciężko, po czym
przystanęłam i polizałam krwawiącą ranę na boku. Przez rozerwaną skórę
bielały kształty pogruchotanych żeber. Wilki z Północnej Grani nie są
zbyt przyjazne, a śnieg nie jest zbyt miękki...
Głośne bulgotanie oznajmiło mi, że już czas na obiad. Zastanowiłam się,
gdzie też zostawiłam zająca. Swoim tropem wróciłam do miejsca
morderstwa, jednak zająca pożerał inny wilk. Jego ciemna sierść była
praktycznie niewidoczna na tle pni drzew. Na ogonie szare znaczenia, a
oczy świeciły nienaturalnym, zielonym światłem. Po boku przebiegała mu
głęboka blizna, jeszcze pachnąca krwią. Wpadł, nie powiem. Moje łapy
odbiły się od ziemi, posyłając mnie w stronę wilka. Stęknął cicho, a ja
pisnęłam. W ułamku sekundy znalazł się nade mną, przygniatając mnie do
gleby.
<Kendall?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz