Skakałem po koronach drzew, łamiąc gałęzie i niszcząc niektórym ptakom gniazdka.
- Sorry! - powiedziałem śmiejąc się z małych ptaków, które tak ciężko
pracowały na swoje gniazdka. Zleciałem szybując z drzew i stanąłem na
ziemi. Stwierdziłem, że nudno tu i pobiegłem dalej, ciesząc się piękną
pogodą. Było słonecznie i cieplutko. Zamknąłem oczy i biegłem przed
siebie, licząc na to, że w nic nie walnę. Nie udało się jednak i
walnąłem w waderę, oboje się przewróciliśmy, wyszło tak że leżałem na
niej, ale natychmiast wstałem.
- Nic się nie stało? - zapytałem. Nie za bardzo wiedziałem co zrobić, ale pomyślałem, że to może być wadera z watahy.
- Nie, oprócz tego, że przywaliłeś we mnie. - powiedziała sarkastycznie i rozejrzała się. - Jak się nazywasz? - zapytała.
- Yun Oun, ale mów mi Yun. A ty? - uśmiechnąłem się przyjaźnie, mówiąc to.
- Alice. Jesteś członkiem watahy Like Nobody's Around? - spytała, teraz trochę z ostrożnością.
- Tak, a ty? - Zapytałem tym razem ja oddalając sie trochę, może to była morderczyni z innej watahy?
- Też. Zwiedziłeś już wszystko? - zapytała.
- Nie, a ty?
<Alice?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz