piątek, 26 czerwca 2015

Od Susan

Wyruszyłam dzisiaj na spacer. Dzień był spokojny, więc chyba nikt nie zwróci uwagi na to, że na chwilę zniknę. Człapałam łapa za łapą. Północny wiatr dawał się we znaki. Nie miałam na dzisiaj żadnych planów, więc ten spacer zajmie cały dzień. Było patrzeć pod łapy, gdyż chwilę potem, wpadłam do dziury. Nie była jakaś głęboka. Wstałam i otrzepałam się. Zobaczyłam tunel, który oświetlały jakieś magiczne światełka. Zdawał się być długi, bo końca nie było widać. Ruszyłam przed siebie, próbując zapamiętać drogę. Raczej nie fajnie byłoby się zgubić. Tunel był wydrążony w ziemi. Miałam przeczucie, że na górze pada deszcz, ponieważ co chwila czułam jak krople wody spadają mi na futro. Światło ciągle dawało blask, było tak jakby "wbudowane" w ściany tunelu. Stanęłam, przed roztrojeniem korytarza. Nad każdym z nowych korytarzy wisiała tabliczka, z nazwą, jednak ktoś był taki mądry i nie umieścił tam światła. Nie wiedząc gdzie idę, wybrałam korytarz po lewej
~~Mam nadzieje, że to dobry wybór
Pomyślałam sobie, gdyż niespodziewanie wszystkie światła zgasły, a ziemia pode mną się zapadła. Spadłam na coś miękkiego i... warczącego
- Zejdź ze mnie - powiedział ochrypły głos. Szybko wstałam i odeszłam parę kroków w tył. Nie chciałam mieć przez tą podróż, jakiś kłopotów, ale cóż, zobaczymy co będzie. Światła na szczęście znowu się zapaliły i zobaczyłam całego czarnego wilka, który leżał na ziemi. Podeszłam i trąciłam go łapą. Ten popatrzył w moją stronę i warkną. Stanęłam jak wryta, gdy ten się obrócił i zobaczyłam na jego brzuchu wielką ranę. Otworzyłam szeroko oczy - Nie idź tam - wskazał dalszą drogę korytarza. Pokręciłam głową
~~Może być fajnie
Uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam. Za sobą usłyszałam tylko głębokie westchnięcie
- Martw się o siebie - powiedziałam i lekko warknęłam w jego stronę. To moje życie i czy zginę lub coś mi się stanie, to moja sprawa. Chcę od czasu do czasu przeżyć jakąś przygodę. Musiałam się teraz zdobyć na instynkt, gdyż ciemność znów nastała. Bardzo ciekawiło mnie co będzie na końcu, jeżeli ten koniec w ogóle będzie. Może znajdę tam górę złota, jakiś naszyjnik lub to i to. Człapałam dalej w ciemności. Gdy przeszłam już dosyć duży kawał drogi, zobaczyłam światło
~~Nareszcie!
Ucieszyłam się i zaczęłam biec. Zobaczyłam tam kamień, który świecił pięknym, błękitnym kolorem. Wzięłam go w łapy. Jakoś żaden mechanizm się nie otworzył, wszystko było na swoim miejscu. Przewróciłam oczami i ruszyłam w drogę powrotną. Uniemożliwili mi to dwa basiory. Zaczęli warczeć. Zrobiłam to samo i nie zaczęłam się cofać tylko iść, brnąć na nich. Oni stali w miejscu, warcząc i parząc się na mnie wzrokiem "Spalę ci dom". Jakoś nie odstraszyło mnie to. Stanęłam i rozpoczęła się bitwa na wzrok. Jeden z nich dotknął ściany i podłoga pode mną się zapadała
- Sajonara! - krzyknął jeden, śmiejąc się ironicznie. Warknęłam na niego i szybko pazurami złapałam się ściany. Poczęłam się, powoli wdrapywać na górę. Było dosyć ciężko, lecz po paru minutach udało się być znowu na równi z nimi. Ci patrzeli na mnie ze zdziwionymi minami
- Ktoś coś mówił? - zaśmiałam się i szybko przeskoczyłam za nich, by móc jednego i drugiego wepchnąć do dziury. Kamień, o dziwo nie wypadł mi z łapy, tylko trzymał się mocno. Jakby on był magnesem, a ja miałabym łapę ze stali. Wzięłam go w pysk i pobiegłam dalej. Wilk który leżał na początku korytarza, nie zmienił w żaden sposób swojego położenie
- Trzymaj - powiedziałam rzucając mu kamień. Ten szybko wstał, nie miał już rany na brzuchu. Jakby nic mu się wcześniej nie stało. Zaczął się śmiać złowieszczo - Wykorzystacie nawet najmniejszy dobry uczynek - warknęłam na niego. Basior popatrzył na mnie i uśmiechnął się szyderczo
- Taka praca - powiedział i zaczął iść
~~Nie tak szybko!
Skoczyłam na niego i ugryzłam go w kark. Od razu polała się krew, a wilk padł na ziemię. Teraz ja uśmiechnąłem się złowieszczo i odebrałam mu kamień. Wróciłam, na pewno nie szybciej niż przyszłam, gdyż czasami weszłam nie w te korytarze, lecz byłam zadowolona z tego dnia. Jeden zły wilk z głowy, jeszcze tylko reszta. Zaśmiałam się i wyszłam z korytarza. Na górze było już ciemno i świeciły już księżyc z gwiazdami. Zerwałam jakąś dłuższą trawę i obwiązany w nią kamyk powiesiłam sobie na szyi. Ten dzień był strasznie wyczerpujący, więc szybko poszłam do jaskini i zasnęłam grobowym snem.

~*~

Obudziłam się. Znowu jakiś dziwny sen. Uh... To mnie powoli denerwuje. Wyszłam z jaskini jako człowiek. Wtem coś, albo ktoś skoczył na mnie z krzaków, jednak ja zdąrzyłam zrobić unik. Stanęłam w pozycji obronnej, po czym zamieniłam się w wilka.

<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz