piątek, 26 czerwca 2015

Od Gretchen'a

Odkąd osiadłem na terenach watahy ,nie poświęciłem ani trochę czasu na zwiedzanie terenów watahy . Dobiegły mnie słuchy że to rozległe płaszczyzny o krańcach tak daleko oddalonych od siebie ,i tak rozległych jak Oceania.
Te słowa na pewno motywowały do wędrówki ,lecz moje lenistwo było zbyt zżyte zemną i tak słabe ,że stojąc na swoich cieniutkich , chudych łapkach nie zrobiło by dwóch kroków. Innymi słowy długa wędrówka odpadała z listy rzeczy na dzisiaj. Za to krótki rekonesans był bardzo dobrym pomysłem. Był jeszcze jeden problem. Jako że jestem przystosowany do nocnego trybu życia poranne wstawanie i jednocześnie brak 'nocnego obiadu' ,jeszcze bardziej zniechęcają wilka do porannego wstawania. Lecz trzeba zapoznać się z kolorami drzew i zapachami ptaków latających po niebieskim niebie.
Kiedy nastał ranek nie obyło się bez porannej gimnastyki w postaci jednego mocnego wyciągnięcia się. Następnym krokiem stała się szczelina ,która służyła mi jako drzwi i okno. Ostrożnie wypchnąłem nos i wciągając zapachy otoczenia zdałem sobie sprawę ,że nikogo niema. Gdy zapachy zostały wchłonięte naszła chwila zobaczenia panoramy świata. Wystawienie łba było najgorszym momentem adaptacji do terenu. Przez chwilę straciłem wzrok ,a krew napływała do źrenic. Gdy znalazłem się na powierzchni od razu otrzepałem się z piasku i zadowolony skierowałem się w stronę pobliskiego strumyka.
Czerpiąc świeżą lekko gazowaną wodę moją uwagę przykuł wilk.

<Wilku?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz